Hamnet
Nie pamiętam kiedy ostatnio tak naprawdę płakałem w kinie. Finał tego filmu rozjebał mnie jednak zupełnie. Po śmierci Hamneta William Shakespeare wydaje się nieobecny, uciekając zarówno myślami jak i dosłownie opuszczając rodzinę. Jednak my jako widzowie nigdy nie uciekamy razem z nim, zostajemy z postacią Jessie Buckley w tym brudzie i smutku który serio jest przytłaczający. Praktycznie nie widzimy procesu pisania, a kiedy reżyserka nam go pokazuje to zwykle z perspektywy drugiej osoby. Chyba dlatego ta ostatnia scena w której w końcu widzimy Hamleta jest dla mnie tak mocna. Również sama reżyseria, to jak Chloe Zhao miesza naturalistycznie pokazanie natury z jej nadnaturalną i tajemniczą stroną. Serio nie spodziewałem się że aż tak ten film do mnie trafi ale łoooooo.
#z gostki#w kino