Kill Bill: Vol. 1
szczerze nie wiem od czego zaczac ta recenzje. moze od tego, ze strasznie sie zawiodlem. myslalem, ze skoro film quentina tarantino to bedzie znakomicie, a jednak nie! co prawda znalazlem kilka plusow, ale bylo ich zdecydowanie za malo.
zaczynajac od minusow:
- OKROPNE efekty dzwiekowe, przez ktore nie moglem brac tego filmu na powaznie,
- sceny walki (nie wszystkie, ale wiekszosc) wygladaly jakby dostali na te sceny 10 złotych, z czego 5 wcześniej przepili,
- duzo stop!! tutaj to mega personalne, ale nie podobalo mi sie to xdd,
- randomowa przesiadka na chwile, w środku filmu na animacje. nie mialem pojecia o co chodzi i nadal nie wiem. co prawda animacja sama w sobie mi sie podobala, ale byla mega randomowa. może nie chcieli w coś tak krwawego mieszać dziecka? nie wiem, ale w historii kina dzieci brały udział w zdecydowanie gorszych scenach, ale po prostu mówiono im, ze biora udzial w czymś innym,
- niespójność mnie zabiła (nie tylko mnie xd). na początku główna bohaterka powiedziała, że tą pierwszą osobę z listy było najłatwiej zabić, ale na samym początku filmu przecież widzieliśmy jak zabiła dwójkę i z nią bylo zdecydowanie łatwiej,
- to, że o samym Billu gówno sie dowiadujemy to nawet nie skomentuje XD. to troche jak książki, w których cokolwiek zaczyna mieć sens dopiero w 3 książce z serii.
teraz możemy przejść do plusów:
- największym plusem jest Uma Thurman in her prime. widać, że chciala, aby świetnie jej poszło i wedlug mnie nie poszło jej źle. oprocz tego to, ze mówiła po japonsku??? wow,
- muzyka niekiedy była naprawde niezła,
- tak jak muzyka, niektóre sceny walki byly naprawde niezle. gdyby wszystkie sceny walki tak wygladaly to mógłbym ocenić ten film dużo lepiej.
to tyle! mam nadzieje, ze mnie nie scanceluje nikt za to!
#in 2026#00'#recommendation