Obsession
Pojebanie dobre gówno (nie dosłownie gówno uwu).
Nie wiem czego się spodziewałam po tym filmie. Chyba najzwyklejszego thriller'u w stylu "Pomoc Domowa" czy inny film, który opiera się po prostu na trudnym temacie. To naprawdę był horror. Taki, na którym siedziałam, nie mogąc oderwać spojrzenia, a jednocześnie nie chcąc na to patrzeć. Gdzie siedziałam zestresowana, czując jak mocno wali mi serce.
Myślałam, że głównym motywem będzie toksyczna relacja, czy obsesja na czyimś punkcie, ale nadal w "normalnym" sensie. Takim, który jest nam znany. Tu po prostu działy się pojebane, chore i najbardziej drastyczne rzeczy, jakie tylko dało się wymyślić.
Film był cholernie przewidywalny, a mimo to, nadal trzymał w napięciu. Pomimo, że wiedziałam, co zaraz się wydarzy i tak potrafiłam dostać zawału. Dźwięki w tym filmie to tak naprawdę 90% straszności. Reszta to rzeczywiście to, co widzimy.
Zachowanie tej laski jest creepy od samego początku. Nie mam psychy trochę... raz się śmieje, potem płacze, nagle krzyknie, by na koniec odezwać się najsłodszym tonem jaki tylko istnieje. Border kicia final boss.
Ten chłop jest straszną cipą, ale nie będę poświęcać tu więcej niż jedno zdanie na (ewwww) faceta.
Laska jest prześliczna, ale jej zachowanie sprawia, że już jej chyba nie chcę. Ja bym ją zabiła (dosłownie) i sprawdziła, czy klątwa zejdzie. Ale to tylko moje zdanie :3
Szczerze mówiąc, jak dla mnie, to idealny rodzaj horroru. Nie jest nudnym splasherem i nie ma motywów, od których siada mi psycha.
Odjęłam pół gwiazdki, bo zakończenie mogłoby być nieco lepsze.